Przejdź do treści

Nie uczę tylko języka, uczę też odwagi i pewności siebie – wywiad z Anią Wrótniak

Choć wiele osób trafia do niej z myślą o rozwinięciu swojego angielskiego, szybko zauważają, że język staje się jedynie narzędziem do głębszej pracy rozwojowej. Jej podejście łączy uważność, empatię i konkretne narzędzia coachingowe, dzięki którym klienci zaczynają działać z większą lekkością i zaufaniem do własnych decyzji. W wywiadzie opowiada o tym, jak wygląda proces budowania pewności siebie, dlaczego często boimy się pokazać światu swoje prawdziwe ja oraz co sprawia, że praca nad odwagą staje się jednym z najważniejszych kroków w rozwoju osobistym.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z nauczaniem języka angielskiego?

Moja przygoda zaczęła się dość naturalnie — od pasji do języka i pierwszej podróży do Londynu prosto po maturze. To wtedy poczułam, jak bardzo angielski otwiera świat i jak swobodnie czuję się w międzynarodowym środowisku.

Później ukończyłam filologię angielską o profilu biznesowym, a następnie studia pedagogiczne przygotowujące do nauczania języka angielskiego. W trakcie studiów miałam też możliwość spędzić semestr na Uniwersytecie w Porto w ramach programu Erasmus, co było dla mnie niezwykle rozwijającym doświadczeniem – nie tylko językowo, ale też kulturowo. Portugalia nauczyła mnie otwartości i odwagi, które dziś przenoszę na swoje zajęcia.

Uczyć zaczęłam jeszcze podczas studiów. Pracowałam też chwilę w szkole podstawowej i liceum jako nauczyciel języka angielskiego.

Czy od zawsze myślałaś o tym, aby uczyć angielskiego?

Nie, absolutnie nie. Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że będę lektorką, pewnie bym się zaśmiała. Moim ówczesnym marzeniem była praca w środowisku międzynarodowym, najlepiej w dużej korporacji. Właśnie tam widziałam swoją przyszłość zawodową.

Życie jednak poprowadziło mnie inaczej. Z czasem odkryłam, że uczenie to nie tylko przekazywanie wiedzy językowej. To budowanie zaufania, wspieranie ludzi w odwadze do mówienia, praca z blokadami i przekonaniami. I to zaczęło mnie fascynować najbardziej.

Dziś pracuję wyłącznie z dorosłymi, bo to właśnie z nimi czuję największą synergię. Lubię ich życiowe doświadczenia, konkretne cele i gotowość do realnej zmiany.

Pamiętasz moment, w którym pomyślałaś, że warto zainteresować się coachingiem?

Tak, bardzo dobrze pamiętam ten moment. Zaczęło się od obserwacji, że nasze lekcje z uczniami rozwijają ich nie tylko językowo. Coraz częściej widziałam, że praca z angielskim wpływa również na ich mindset, pewność siebie, sposób myślenia o sobie.

Zdarzyło się nawet, że jedna osoba powiedziała mi: „Te spotkania to dla mnie trochę jak terapia dla umysłu”. I to zdanie bardzo we mnie zostało. Uświadomiłam sobie, że dzieje się tu coś więcej niż tylko nauka języka.

Poczułam, że chcę mieć narzędzia, które pozwolą mi jeszcze lepiej wspierać ludzi. Nie tylko w mówieniu, ale też w przełamywaniu barier, ograniczeń i przekonań. Coaching pojawił się więc naturalnie, jak kolejny etap drogi, który po prostu miał się wydarzyć.

Czy prowadzisz osobno zajęcia z angielskiego i osobno sesje coachingowe? A może łączysz je w jednej formule?

Obecnie nie prowadzę już klasycznych kursów ani typowych lekcji angielskiego. Moja praca to połączenie mentoringu językowegocoachingu rozwojowego – te dwa obszary bardzo naturalnie się przenikają.

Pracujemy oczywiście z angielskim, ale równie mocno zajmujemy się takimi tematami, jak stawianie granic, odporność psychiczna, poczucie sprawczości, pewność siebie czy przełamywanie różnych blokad. Często okazuje się, że trudność, która „wychodzi” na języku, ma swoje źródło znacznie głębiej – i właśnie tam zaglądamy.

Jednocześnie prowadzę także samodzielne sesje coachingowe po polsku, dla osób, które chcą skupić się wyłącznie na rozwoju osobistym, bez elementu językowego.

Tworzę więc przestrzeń, w której język jest narzędziem do transformacji, a rozmowa – niezależnie od języka – staje się częścią większego procesu. U wielu osób te dwa światy po prostu nie dają się rozdzielić. I to połączenie działa najlepiej.

Jak wygląda spotkanie z Tobą? Masz jakiś określony schemat?

Każdą współpracę zaczynam od bezpłatnej konsultacji, podczas której ustalamy, nad czym dana osoba chce pracować i jaka forma będzie dla niej najlepsza – coaching po angielsku, coaching po polsku albo połączenie obu tych obszarów w moim programie THINK FLUENT, który łączy rozwój osobisty, budowanie odwagi i mentoring językowy.

Po podjęciu współpracy każde spotkanie ma swoją strukturę, ale bez sztywnych ram. Zaczynam od sprawdzenia, z czym klient przychodzi w danym dniu. Jakie emocje mu towarzyszą, jakie ma potrzeby i jakie cele są „na wierzchu”.

Dalsza część to praca dopasowana do osoby:

  • czasem bardziej językowa i mentoringowa,
  • czasem stricte coachingowa,
  • a często po prostu naturalne połączenie obu obszarów.

Wprowadzam elementy pracy z emocjami, przekonaniami, mindsetem, a także pytania coachingowe, które poszerzają perspektywę. Pod koniec sesji robimy krótkie podsumowanie i ustalamy mikrocel na kolejny tydzień.

Klienci programu THINK FLUENT mają dodatkowo dostęp do:

  • feedbacku językowego po spotkaniu,
  • listy słownictwa wynikającej z naszej rozmowy,
  • czasem również do artykułu, video lub materiału, który pomaga pogłębić dany temat – językowy lub rozwojowy.

Zależy mi, by każda sesja pozostawiała klienta z poczuciem lekkości, jasności i realnego ruchu do przodu — zarówno językowo, jak i mentalnie.

Dwie kobiety rozmawiające w jasnym, roślinnym wnętrzu; jedna uśmiecha się i gestykuluje, trzymając kartkę papieru.

Freepik

Czy po zdobyciu kwalifikacji coachingowych zmieniło się Twoje podejście do uczenia angielskiego?

Zmieniło się absolutnie wszystko!

Po zdobyciu kwalifikacji coachingowych odeszłam całkowicie od klasycznego nauczania angielskiego i prowadzenia kursów. Zrozumiałam, że sama nauka języka to tylko mała część procesu, a prawdziwa zmiana zachodzi wtedy, gdy pracujemy z człowiekiem całościowo, czyli z jego emocjami, przekonaniami, stresem, poczuciem pewności siebie i sprawczości.

Moje podejście stało się dużo bardziej „ludzkie” niż „podręcznikowe”. Skupiam się na komunikacji, komforcie, rozwoju osobistym i tym, by klient realnie czuł, że jest w stanie mówić – nie perfekcyjnie, ale prawdziwie, swobodnie, z odwagą. Praca z emocjami, blokadami i stresem stała się naturalną częścią mojego procesu.

To wszystko doprowadziło mnie do stworzenia mojego produktu premium – programu THINK FLUENT. To nie jest kurs językowy, tylko połączenie coachingu, mentoringu językowego i realnej transformacji mindsetu. Program, który pozwala mówić po angielsku z lekkością, ale też… żyć i pracować z większą pewnością siebie.

Czy mogłabyś podać przykład sytuacji, w której techniki coachingowe pomogły uczniowi rozwinąć skrzydła?

Mam naprawdę wiele takich przykładów! Czasem zmiana jest tak płynna i naturalna, że klienci nawet nie zauważają momentu, w którym zaczynają mówić swobodniej, pewniej i z większą lekkością. Coaching działa często „po cichu”, pod powierzchnią języka.

Jedna historia szczególnie zapadła mi w pamięć. Pracowałam z kobietą, świetną specjalistką w swojej branży, która miała ogromny problem ze spotkaniami po angielsku. Znała słownictwo, gramatykę, struktury. Absolutnie wszystko, ale stres i napięcie ją paraliżowały.

Podczas naszych spotkań pracowałyśmy nie nad językiem, ale nad przekonaniem:
„Muszę brzmieć perfekcyjnie”. Kiedy zobaczyła, że nie musi być idealna, tylko zrozumiała, coś w końcu puściło. W ciągu kilku tygodni zaczęła prowadzić prezentacje po angielsku.

I nie dlatego, że nagle nauczyła się czegoś nowego, ale dlatego, że dała sobie pozwolenie, by mówić po swojemu.

To właśnie esencja połączenia coachingu i mentoringu – zmiana nie tylko w języku, ale w głowie.

Co jest najtrudniejsze w byciu jednocześnie coachem i lektorką?

Najtrudniejszy jest balans i to na kilku poziomach.

Po pierwsze, łatwo jest „pójść za głęboko” coachingowo, kiedy widzę, że ktoś ma trudniejszy moment. Czasem jednak trzeba wrócić do celów rozwojowych, do języka, do pracy tu i teraz. Umiejętność złapania tej równowagi to duża część mojej odpowiedzialności.

Po drugie, muszę dbać o granicę między coachingiem a psychoterapią. Bardzo często pracujemy z emocjami, przekonaniami, stresem czy poczuciem własnej wartości, ale cały czas w ramach tego, czym jest coaching. Jeśli widzę, że temat wykracza poza moją rolę, wspólnie zastanawiamy się nad innymi formami wsparcia. Uważam, że to ważne i uczciwe wobec klienta.

Trudne jest również to, że widzę w ludziach ogromny potencjał i to czasem większy niż oni sami. A moją rolą nie jest pchanie ich na siłę, tylko towarzyszenie, zadawanie właściwych pytań i tworzenie przestrzeni, w której sami mogą ten potencjał zobaczyć.

To piękna, ale wymagająca praca. I właśnie za to ją kocham.

Czy coaching pomaga również Tobie – jako coachowi i jako człowiekowi?

Zdecydowanie tak. Coaching wpłynął na mnie głęboko, zmieniając sposób, w jaki funkcjonuję zawodowo i prywatnie.

Dał mi więcej uważności, cierpliwości i umiejętność zatrzymania się, zanim coś ocenię czy zareaguję automatycznie. Dzięki coachingowi dużo lepiej rozumiem ludzi, ich emocje, procesy i wewnętrzne mechanizmy, ale też… dużo lepiej rozumiem samą siebie.

Nauczył mnie dbania o granice, o swoją energię i o to, żeby nie brać odpowiedzialności za cały świat. Pokazał mi też, że nie muszę być perfekcyjna, gotowa na wszystko czy „zawsze silna”. Mogę być autentyczna i to właśnie buduje prawdziwy kontakt z klientami.

Co ważne, sama również jestem klientką coachingu. Regularnie pracuję z coachami i nie wyobrażam sobie nie być w procesie. Ciągły rozwój to dla mnie naturalna część życia. Lubię rozumieć siebie coraz lepiej i przekraczać własne granice. A przede mną już niedługo kolejne duże wyzwanie rozwojowe, które znowu poszerzy moje kompetencje i samoświadomość.

Dzięki tym doświadczeniom mogę towarzyszyć innym na znacznie głębszym poziomie, bo wiem, jak naprawdę wygląda proces zmiany, mierzenia się z lękiem, budowania odwagi i wzrastania.

Dwie kobiety współpracujące w kreatywnym biurze; jedna pokazuje notatki drugiej podczas rozmowy.

Freepik

Jakie masz plany na przyszłość? Czy chcesz dalej rozwijać ścieżkę łączenia coachingu z nauką języków?

Zdecydowanie tak, ale również daję sobie przestrzeń na nowe projekty. THINK FLUENT to kierunek, w którym czuję się najbardziej „u siebie” i który widzę, że realnie zmienia życie moich klientów. Chcę dalej rozwijać ten program, bo to przestrzeń, w której coaching, mindset i mentoring językowy łączą się w całość i dają ludziom realny efekt.

Coraz częściej pojawiają się też pomysły na warsztaty, zarówno te dotyczące odwagi i komunikacji po angielsku, jak i zupełnie niezależne od języka, prowadzone po polsku, wspierające osoby w trudniejszych momentach czy zmianach życiowych. Czuję, że mam zasoby i doświadczenie, by towarzyszyć ludziom szerzej, nie tylko w obszarze językowym.

Chcę też pracować nad swoim e-bookiem (workbookiem), który byłby regularnym dodatkiem do procesu z klientami, czymś, co pozwala zanurzyć się głębiej między sesjami, uporządkować myśli, zauważyć postępy i świadomie budować zmianę krok po kroku.

Ogromną radość daje mi też fakt, że nagrałam pierwsze podcasty. Ten format pozwoli mi podzielić się wiedzą, inspiracją i doświadczeniem w lekki, naturalny sposób. I czuję, że to dopiero początek. Mam w sobie dużo pomysłów i chęci, żeby rozwijać również tę formę.

A na poziomie mojego własnego rozwoju już niedługo rozpoczynam pierwszy poziom szkolenia TSR (Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach). To podejście, które skupia się na zasobach, małych krokach i tym, co działa, a nie na analizowaniu problemów. Wiem, że ta wiedza mocno uzupełni mój styl pracy i jeszcze bardziej wzmocni moich klientów.

Jednocześnie zostawiam sobie przestrzeń na nowe rzeczy, bo moje ścieżki zawodowe zawsze pojawiają się naturalnie, wtedy, kiedy czuję wewnętrzną gotowość. I właśnie w tej otwartości czuję największą lekkość.

error: Content is protected !!